wtorek, 17 listopada 2015

Prolog

Kelly 

Siedziałam na parapecie głównej sali NASA. Patrzyłam jak już dobrze znane mi twarze przewijają się za oknem ruszając do swoich domów. Wszyscy poszli oprócz nocnej zmiany oraz nas... astronautów którzy lecą na Lapie. Chwyciłam ciepły kubek z herbatą i upiłam łyk. Spojrzałam na mgłę która zbliżała się w tym kierunku.
-Kelly... czemu jeszcze nie jesteś u siebie ? -Louisa mogłam poznać tylko po głosie. Chłopak miał wiele sekretów ale nie zamykał się w sobie, wręcz przeciwnie. Mówił dużo na każdy temat tylko mało o sobie.
-Asher nie masz się o kogo martwić ?
-Po prostu zostałem poinformowany że jutro jedynki mają mieć testy... a jesteś jedynką i lepiej wypocznij -powiedział z lekkością w głosie, wszyscy zawsze mieliśmy stres i ciężko było nam się odezwać z takim spokojem jak Louis zawsze.
-Twój nadnaturalny spokój czasem przeraża czwórko
-Może dlatego że nie jestem tu zaledwie miesiąc a cały rok
-Nie musisz mi przypominać... że przed tobą były tu jedynie dinozaury, piątki i Zespół tej akcji
-Zawsze jedyneczko -uśmiechnął się i lekko ze pchnął moje nogi z parapetu. Usiadł obok i stwierdził
-To jedyne miejsce które zostało nie zmienione... jak natura stworzyła tak jest
-Ciekawe co nas czeka na Lapie.

Harry

Przetarłem oczy z niedowierzanie czyżby ktoś właśnie pomyślał o mnie? Odkąd jestem zaplątany w ten piekielny związek nikt o mnie nie myślał a tu nagle podają mi kawę do pokoju...
-Co się stało ? -zapytałem lustrując Roberta. Mężczyzna się uśmiechnął
-Chciałem tylko pogadać
-Co znów... tym razem to nie ja... poza tym widziałem jak Lucas to robi -zacząłem gestykulować pokazując drzwi
-Że co ?
-Aha czyli ty nie po to... mów o co chodzi -westchnąłem z ulgą. Spojrzałem na niego, starał się przetrawić te informacje.  Po chwili się otrząsnął i powiedział
-Harry... jesteś tu rok i cały czas nie potrafisz się przyzwyczaić do zasad tego o sierotka -przewróciłem oczami - a co do kawy to po prostu dziś zauważyłem że nie piłeś żadnej
-Tak, nie znalazłem czasu miałem testy czwórek i moja popołudniowa kawa poszła się paść -Robert tylko przewrócił oczami. Tak nasz zarządca jest zawsze ale to zawsze sztywny a gdy już coś takiego mu się wymsknie oznacza że jest zawiedziony.
-Nie zadałem sprawności... nie możliwe... a zdrowie mam w pełni zdane co jest ?
-Szczerze ? -spojrzał na mnie
-Tak... -ten facet zawsze będzie mi wytykał te szczegóły
-Widzisz... okazało się że jest dużo współczynników które mówią NIECH ONI NIE LECĄ TO SAMOBÓJSTWO ale i tak to robimy dla nas nie myśląc o was -Zaczął swoje godzinne wykłady
-Sami się na to godziliśmy... pamiętam pierwsze zdanie z regulaminu który podpisywałem mogę zacytować -wspomniałem sobie słowa i odchrząknąłem -Pamiętaj że misia może się nie powieść ... i chyba się powtarzało co dwa punkty - zacząłem sobie przypominać co to tam było. Robert zaczął się śmiać co u niego jest niespotykane

 Alex 

-Coś chyba w głowie ci się pomieszało -powiedziałam do Zayna który tylko westchnął i spojrzał na Lilian.
-Nie... ale mimo wszystko musisz mieć z tego przynajmniej 99 procent -przewróciłam oczami i opadłam głową na poduszkę sofy. Było już późno a czwórki puściły plotkę że jutro mamy testy więc musiałabym odpocząć. Liliana i Zayn którzy ciągle praktycznie skupiali się na wszystkim i szczerze rzadko znajdywali czas postanowili mnie dziś męczyć. Szczerze to ja nie wiem jak oni się dogadują... to jest ogień i woda ale podobno są rodziną. Liliana jest naszą komendantką a Zayn ma z nami lecieć, chłopak podobno jest tu najdłużej ale dziwnym trafem jest czwórką a nie piątką.
-Nie przesadzaj przecież przeszłam pierwszy test na 100 i się tu dostałam to drugi też przejdę. -Lilian szturchnęła mnie w ramie a potem Zayn'a
-Obydwoje powinniście wypocząć ty po teście -wskazała chłopaka a potem mnie -a ty przed -Zayn lubił się droczyć ale zostawił temat i poszedł do swojej kabiny. Ociągając się wstałam i poszłam w kierunku kabiny udając że zasypiam idąc ale tak naprawdę miałam tyle energii że pewnie nie zasnę przez kolejne dwie godziny.

George 

Już prawie spałem kiedy zadzwonił do mnie ten idiota... ten kretyn o imieniu Dylan
-Cześć... widzisz
-Śpię
-To nawet dobrze się składa -On naprawdę nie zna się na zegarku... No dobra wymagać tego od niego nie muszę, prawdopodobnie przyzwyczajał się do czasu na Lapie albo udaje.
-Czego... STR3001 ?
-Widzisz... czy nie zauważyłeś że na niebie pojawiło się Lapie w prostej z Grou* ? -Względem wszystkich obliczeń powinno się to stać dopiero jutro... Wstałem i zacząłem patrzeć... rzeczywiście leżały równo a to się nie zgadzało, spojrzałem na kalendarz i westchnąłem z ulgą to mnie się dni pomyliły.
-Idioto.. nie musisz o takie rzeczy do mnie dzwonić o godzinie pierwszej w nocy ! - usłyszałem westchnienie po czym głos Julie dobiegający z głębi. Dylan mruknął jej w odpowiedzi
-Dobra to ja idę spać ty też lepiej idź spać Gregor a nie budzisz mnie w nocy -Nie kłócąc się odłożyłem telefon i położyłem się spać dalej



* Po tysiącu lat okazało się że mamy dziewięć planetę naszego układu Grou wcześniej nazywaną planetą X